•

Czy można zapakować troskę?

Rozmowa z prof. Tomaszem Zaleskiewiczem – psychologiem ekonomicznym z Uniwersytetu SWPS.
Udostępnij:
"W obdarowywaniu chodzi o to, żeby druga osoba poczuła się zauważona."

Dlaczego przelew nie zastąpi świątecznej paczki? Co sprawia, że niewielki upominek pamiętamy latami, a drogi prezent potrafi rozczarować? O psychologii obdarowywania, potrzebie docenienia i emocjach, których nie da się wpisać do Excela, rozmawiamy z prof. Tomaszem Zaleskiewiczem, psychologiem ekonomicznym z Uniwersytetu SWPS.  

JUSTYNA SZAWŁOWSKA: Panie Profesorze, dlaczego właściwie dajemy sobie prezenty? Przecież gdyby chodziło tylko o rzeczy, każdy mógłby kupić sobie to, czego potrzebuje.  

PROF. TOMASZ ZALESKIEWICZ: Bo w obdarowywaniu nie chodzi wyłącznie o przekazanie przedmiotu. Prezent jest sygnałem społecznym. Informuje drugą osobę, że jest dla nas ważna, że poświęciliśmy jej uwagę. W bliskich relacjach prezenty są sposobem okazywania troski i wzmacniania więzi. Dlatego ich wartość psychologiczna nie musi być tożsama z ceną.  

Co sprawia, że niektóre upominki pamiętamy latami?

Cena mówi nam, ile kosztował przedmiot, ale nie mówi wszystkiego o jego znaczeniu. Dobrze wybrany prezent łączy wartość materialną z emocjonalną. Jeśli odpowiada na nasze potrzeby czy zainteresowania, dostrzega my w nim również wysiłek osoby, która go wybrała. To nadaje mu dodatkowy wymiar.  

Czyli znaczenie ma nie tylko to, co dostajemy, ale też ile ktoś musiał o nas pomyśleć, zanim zapakował prezent?  

Tak. Prezent niesie dwa rodzaje wartości. Pierwsza jest materialna: dostajemy konkretną rzecz. Druga jest społeczna i emocjonalna. To informacja o relacji między ludźmi. Dwa podobne przedmioty mogą zostać odebrane zupełnie inaczej, zależnie od tego, kto je wręcza i w jakich okolicznościach.  

A co się dzieje, kiedy przenosimy ten mechanizm do firmy? Pracodawca nie jest przecież naszym przyjacielem ani członkiem rodziny.  

To prawda. Relacja pracownika z pracodawcą jest przede wszystkim zawodowa i ekonomiczna. Ale istnieje również wymiar społeczny. Ludzie pracują ze sobą przez lata, tworzą zespoły, budują więzi. Firmy mówią o wspólnocie, współpracy, wzajemnym szacunku. Jeśli chcą, żeby te wartości były czymś więcej niż deklaracją, mogą wyrażać je poprzez konkretne gesty. Dobrze pomyślany prezent może być jednym z nich.  

Pracownik dostaje przecież wynagrodzenie. Czy prezent nie jest po prostu kolejnym dodatkiem do pensji?  

Niezupełnie. Wynagrodzenie jest podstawą relacji ekonomicznej. Pracownik wykonuje pracę i otrzymuje za nią zapłatę. Prezent może pełnić inną funkcję. Nie jest zapłatą za zadania, lecz dodatkowym gestem, który komunikuje wdzięczność i uznanie. Nie zastąpi uczciwego wynagrodzenia, ale może przekazać coś, czego nie wyraża sam przelew.  

Czyli pensją płacimy za pracę, a prezentem możemy powiedzieć: „Dziękuję, że jesteś z nami”?  

Tak można na to spojrzeć. Ludzie potrzebują nie tylko odpowiedniego wynagrodzenia, ale również poczucia, że ich wysiłek jest dostrzegany. Dobrze dobrany upominek może wyrażać takie uznanie. To komunikat: pamiętamy o tobie, zauważamy twój wkład, chcemy sprawić ci przyjemność.  

Myślę o pracowniku, który z okazji dziesięciolecia pracy dostaje niewielki prezent. Albo o młodym ojcu, któremu firma wysłała upominek z okazji narodzin dziecka. Takie rzeczy pamięta się latami.  

Bo są to momenty, w których człowiek może poczuć się zauważony nie tylko jako pracownik, ale również jako osoba. Jubileusze czy ważne wydarzenia życiowe są okazją do okazania zainteresowania. Czasem niewielki, ale przemyślany gest ma duże znaczenie emocjonalne. Zwłaszcza jeśli towarzyszą mu osobiste gratulacje czy podziękowanie.  

Zapytałam naszych czytelników, jakie prezenty chcieliby dostać na święta od pracodawcy. Tylko nieliczni wskazali niespodziankę. Znacznie częściej pojawiała się potrzeba samodzielnego wyboru. Czy przestaliśmy lubić być zaskakiwani?  

Nie sądzę. Kluczowe jest zaufanie do osoby, która wybiera prezent. Niespodzianka jest przyjemna, kiedy wierzymy, że ktoś zna nasze upodobania i potrafi wybrać coś, co nas ucieszy. Sam bardzo lubię moment wręczania prezentu i obserwowania zaskoczenia drugiej osoby. Ale żeby było ono pozytywne, trzeba wcześniej wykonać pewną pracę.  

Czyli najlepsza niespodzianka to ta, która wcale nie jest przypadkowa?  

Właśnie tak. Kiedy wybieram prezent dla żony, zależy mi na tym, żeby ją zaskoczyć, ale nie działam w ciemno. Znam jej zainteresowania, wiem, co lubi. Największą satysfakcję daje sytuacja, kiedy słyszę: „Skąd wiedziałeś, że właśnie tego chciałam?”. To pokazuje, że dostrzegła nie tylko prezent, ale też uwagę, jaką jej poświęciłem.  

W firmie jest trudniej. Jak dział HR ma zaskoczyć tysiąc pracowników, skoro często nie zna nawet ich imion?  

Nie musi robić tego sam. Można zaangażować bezpośrednich przełożonych, którzy lepiej znają swoje zespoły. Wiedzą więcej o zainteresowaniach pracowników i ich potrzebach. Nie chodzi o organizowanie osobnego procesu zakupowego dla każdego, ale o znalezienie miejsca na ludzką uwagę.  

A jeśli firma musi zamówić tysiąc podobnych paczek? Czy da się sprawić, żeby pracownik poczuł się obdarowany, a nie po prostu zaopatrzony?  

Myślę, że tak. Nie każdy prezent musi być indywidualnie dobrany. Dobrej jakości kawa, herbata, wyjątkowe słodycze, ciekawa książka – możliwości jest wiele. Ważne, żeby wybór nie był przypadkowy, a odbiorca dostrzegł w nim staranność. Trzeba oczywiście uwzględnić różne potrzeby pracowników.  

Czyli nie chodzi o to, żeby paczka była droga. Chodzi o to, żeby nie wyglądała, jakby ktoś kupił ją pięć minut przed zamknięciem budżetu?  

Dokładnie. Można wydać dużo pieniędzy i nie sprawić nikomu przyjemności. Prezent jest również niedrogiego, ale interesującego i starannie przygotowanego czynie ma to, czy pracownik odbierze prezent jako wyraz uwagi, czy jako kolejną firmową formalność.  

Mam teorię, że firmy często popełniają błąd przy wyborze prezentu, ale przy jego wręczaniu. Kontrahent dostaje elegancką paczkę osobiście od handlowca, z życzeniami i chwilą rozmowy. Pracownik odbiera swoją z magazynku, czasem jeszcze podpisuje listę.  

"Prezent jest sygnałem społecznym."  

A to bardzo ważny element. Obdarowywanie ma charakter rytuału społecznego. Znaczenie ma nie tylko przedmiot, ale też okoliczności, w jakich go otrzymujemy. Jeśli sprowadzimy wszystko do logistyki i pokwitowania odbioru, tracimy sporą część wartości emocjonalnej. Osobiste wręczenie, kilka słów, podziękowanie – to wszystko może sprawić, że ten sam prezent zostanie odebrany zupełnie inaczej.  

Czyli szef, który wręcza paczkę i mówi: „Dziękuję ci za ten rok, naprawdę doceniam to, co zrobiłeś”, daje pracownikowi w pewnym sensie dwa prezenty?

‍To ciekawa tak powiedzieć. Samo docenienie ma ogromne znaczenie. Ludzie chcą wiedzieć, że ich wysiłek jest dostrzegany. Czasem ważniejszy od niego jest gest przełożonego, który znajduje czas, aby osobiście podziękować pracownikowi. Oczywiście najlepiej, gdy takie gesty są autentyczne i spójne z codziennym traktowaniem ludzi.  

A przecież w świątecznych prezentach jest jeszcze cała otoczka. Papier, wstążka, zapach kawy, pierników, moment otwierania pudełka. Czy to rzeczywisto ma znaczenie?  

Rytuały są ważnym elementem relacji społecznych. Moment wręczania i rozpakowywania prezentu może budować oczekiwanie, ciekawość i pozytywne emocje. Dochodzą do tego skojarzenia ze świętami, atmosfera, wspólne przeżywanie takich chwil. Dzięki temu prezent staje się doświadczeniem, a nie tylko przekazaniem rzeczy o określonej wartości.  

A co z radością samego dawania? Zazwyczaj skupiamy się na obdarowanym, tymczasem podobno ten, kto daje, również może być szczęśliwszy.  

Tak. Badania psychologiczne pokazują, że wydawanie pieniędzy na innych i obdarowywanie mogą przynosić satysfakcję osobę, która daje. Cieszymy się z reakcji obdarowanego, jego radości, zaskoczenia, wdzięczności. To wzmacnia pozytywne emocje po obu stronach.  

Czy firma może z tego skorzystać?  

Oczywiście, choć w organizacjach wygląda to inaczej niż w relacjach prywatnych. Sam mam zwyczaj wręczania prezentów studentom i widzę, jaką przyjemność może sprawiać obdarowywanie osób, które znam. W firmach warto wykorzystać ten osobisty wymiar, na przykład angażując przełożonych w wybór i wręczanie prezentów. Wtedy obdarowywanie staje się czymś więcej niż procedurą.  

Przyznam się teraz do czegoś. Mam w domu wielki emaliowany kubek z firmowej paczki świątecznej. W tej samej szarej torbie była butelka czegoś, co wyglądało jak cytrynówka, ale nią nie było, i przypadkowe słodycze. Kubka nigdy nie użyłam. Paczkę pamiętam do dziś. Niestety.  

To przykład, że prezent można zapamiętać z niewłaściwych powodów. Jeśli obdarowana osoba nie dostrzega związku między upominkiem a swoimi potrzebami, może poczuć rozczarowanie. Może napomyśleć, że nikt nie poświęcił chwili na zastanowienie się nad wyborem. Zamiast sygnału troski pojawia się sygnał obojętności.  

A co pan myśli o upominkach z logo pracodawcy? Kubek, bidon, powerbank z wielkim firmowym znakiem. Czy to jeszcze prezent, czy już reklama?  

Gadżety reklamowe mają swoje zastosowanie, ale świąteczny prezent jest czymś innym. Jeśli pracownik odniesie wrażenie, że dostał materiał promocyjny, trudno oczekiwać pozytywnego efektu domniemanego. Warto oddzielić funkcję marketingową od obdarowywania.  

Zastanawiam się, czy nie tracimy czegoś ważnego, kiedy zamiast konkretnego prezentu przekazujemy pieniądze albo voucher. To wyygodne, pracownik sam wybiera, co kupić. Tylko gdzie w tym emocje?  

Pieniądze mają przede wszystkim wartość ekonomiczną. Możemy je przeznaczyć na dowolny cel, ale przy przelewie od firmy trudno dostrzec osobisty wysiłek związany z obdarowywaniem. Voucher daje większą swobodę wyboru i dla wielu osób będzie praktyczny. Natomiast starannie dobrany prezent pozwala przekazać coś więcej: informację, że ktoś poświęcił czas, żeby sprawić nam przyjemność.  

Czy voucher daje możliwość zaznaczenia, ale niekoniecznie poczucie, że ktoś naprawdę chciał nas obdarować?  

Może tak być. Przy konkretnym prezencie dochodzi moment wręczania, rozpakowywania, zaskoczenia i reakcji obdarowanego. To doświadczenie ma wymiar emocjonalny, którego nie da się sprowadzić do kwoty. Oczywiście jeśli warunkiem, że prezent jest przemyślany. Nietrafiony upominek nie będzie automatycznie lepszy od samodzielnego wyboru.  

A gdyby miał Pan przekonać pracodawcę, że warto zadawać sobie trud przygotowania świątecznych paczek? Przecież łatwiej zrobić przelew i zamknąć temat.  

Organizacyjnie rzeczywiście może to być prostsze. Ale warto zapytać, jaki cel chcemy osiągnąć. Jeśli wyłącznie przekazać określoną wartość ekonomiczną, pieniądze mogą być skuteczne. Jeśli natomiast chcemy wyrazić wdzięczność, stworzyć miły moment i wzmocnić relację, dobrze przygotowany prezent daje dodatkowe możliwości.  

Czy dzięki dobrym prezentom pracownicy będą bardziej lojalni wobec firmy?  

Nie można tego zagwarantować. Podstawą pozostają odpowiednie wynagrodzenie i dobre warunki pracy. Prezent nie powinien ich zastępować ani rekompensować problemów w firmie. Może natomiast uzupełniać tę relację o wymiar społeczny. Być sygnałem, że pracodawca widzi w pracowniku nie tylko osobę wykonującą zadania.  

Czyli wynagrodzenie mówi: „Płacisz mi za pracę”, a dobrze dobrany prezent: „Widzimy też człowieka”?  

To trafne rozróżnienie. Wartość prezentu nie kończy się na tym, co można kupić za określoną kwotę. Jest jeszcze informacja, którą przekazujemy drugiej osobie. A w relacjach między ludźmi takie informacje mają duże znaczenie.  

Na koniec: jedna rada dla pracodawców przed świętami?  

Żeby pamiętali, że prezent nie jest tylko przedmiotem. Jest gestem, który druga osoba będzie interpretować. Warto więc zastanowić się, co chcemy nim powiedzieć. I czy rzeczywiście to właśnie usłyszy obdarowany.  

Rozmawiała Justyna Szawłowska

PROF. TOMASZ ZALESKIEWICZ – psycholog ekonomiczny związany z Uniwersytetem SWPS. Zajmuje się m.in. psychologicznymi mechanizmami podejmowania decyzji oraz znaczeniem pieniędzy w relacjach społecznych.

‍

Udostępnij:

Zadbaj
o zdrowie
i atmosferę
w Twojej
firmie