Wszyscy mówią o zespole. Mało kto go naprawdę buduje.

O tym, dlaczego ludzie milczą, czemu burze mózgów często są fikcją, kiedy zaczyna się współpraca i gdzie naprawdę powstaje zespół – rozmowa z Piotrem Cieleckim. W firmach nie brakuje dziś słów: „zespół”, „synergia”, „gramy do jednej bramki”. Problem w tym, że te hasła częściej wiszą na ścianie, niż działają w praktyce. Większość organizacji nie ma problemu z wiedzą. Ma problem z działaniem – mówi Piotr Cielecki, coach biznesowy pracujący z liderami i zespołami.
Udostępnij:

Justyna Szawłowska: Co dziś najbardziej blokuje zespoły?

Piotr Cielecki: Brak bezpieczeństwa psychologicznego. Nie rozumianego jako „miła atmosfera”, tylko jako odwaga, by się odezwać, nawet jeśli to niewygodne. W wielu zespołach ludzie szybko uczą się, że lepiej nie mówić. Bo wychylanie się bywa niebezpieczne. I na tym kończy się otwarta komunikacja. To widać szczególnie na spotkaniach. Bo większość tzw. burz mózgów to fikcja. Ktoś rzuca pomysł, reszta patrzy na szefa. Jeśli mina jest chłodna – temat umiera. Jeśli jest aprobata – wszyscy idą w tym kierunku. To nie jest kreatywność. To jest odczytywanie sygnałów władzy.

Największym problemem spotkań nie jest brak pomysłów. Problemem jest to, że ludzie uczą się milczeć.

Czyli problemem nie jest brak pomysłów?

Nie. Problemem jest to, że ludzie wiedzą, co powiedzieć – tylko tego nie mówią. Bo każdy, poza celami zespołu, ma też swój własny interes: dowieźć wynik, nie podpaść, przetrwać.

To już bardziej psychologia niż biznes.

Dokładnie. Freud nie bez powodu sadzał terapeutę za pacjentem – żeby ten nie czytał jego reakcji. W firmach działa to identycznie. Im bardziej widzimy reakcję przełożonego, tym mniej swobodnie myślimy.

Jak robić to dobrze?

Najpierw indywidualnie i anonimowo. Ludzie potrzebują czasu, często nawet jednej nocy, żeby „przespać się” z tematem. Dopiero potem zbieramy pomysły i je analizujemy – bez nazwisk. Wtedy oceniamy idee, a nie to, kto je powiedział.

Ale nie wszyscy funkcjonują tak samo.

I to jest kolejny problem. Jedni mówią od razu, inni potrzebują czasu i poczucia bezpieczeństwa. Ci drudzy często mają najlepsze pomysły – tylko nie powiedzą ich na forum. Powiedzą je przy kawie komuś, komu ufają.

Czyli wracamy do nieformalnych rozmów.

Dokładnie. I tu pandemia zrobiła ogromną zmianę. Efektywność pracy często została – ludzie dowozili, tylko kosztem większego zmęczenia. Tym, co naprawdę ucierpiało, były relacje nieformalne.

„Zespół nie powstaje na wyjeździe integracyjnym. Powstaje w 17-sekundowych rozmowach przy kawie.”

Bo to właśnie mikrointerakcje budują zaufanie. Krótka rozmowa w windzie. Pytanie „co u ciebie?”. Fakt, że ktoś zapamiętał coś sprzed trzech miesięcy. Z takich drobiazgów powstaje relacja. A bez relacji nie ma zespołu – jest tylko grupa ludzi.

A firmy próbują to zastąpić eventami.

Tak, tylko zespół nie powstaje na wyjeździe integracyjnym. On powstaje miesiącami. W codziennych, powtarzalnych interakcjach.

Czy da się to zaprojektować?

Do pewnego stopnia tak. Przestrzeń ma znaczenie. Jeśli kuchnia jest „martwa”, ludzie wpadają tylko po kawę i wychodzą. Jeśli daje pretekst do rozmowy – zaczyna żyć. Czasem dziesięć rodzajów herbaty robi więcej niż plakat o wartościach.

Ale sama atmosfera nie wystarczy.

Nie. I tu pojawia się napięcie: relacja vs. wynik. Jeśli mamy tylko relacje – jest miło, ale bez efektów. Jeśli tylko wynik – jest wydajnie, ale bez zespołu. Trzeba jednego i drugiego.

A liderzy są do tego przygotowani?Często nie. Działa tu tzw. Peter Principle – ludzie awansują do poziomu swoich niekompetencji. Świetny specjalista zostaje liderem, ale nigdy nie uczył się pracy z ludźmi.

I zaczyna zarządzać tak, jak umie.

Czyli przez kontrolę, procedury albo własne schematy. Tymczasem rola lidera to bardziej praca praktycznego psychologa – obserwowanie, rozumienie motywacji, napięć, różnic między ludźmi.

A jednocześnie nie ma na to czasu.

Bo system premiuje tempo. Nowy lider ma kilka miesięcy na wyniki. Relacji nie da się zbudować w Excelu ani w kwartale.

Czyli mierzymy tylko to, co łatwe.

Dokładnie. Sprzedaż policzysz. Relacji już nie. Dlatego łatwo je ignorować – aż zaczynają kosztować: rotacją, wypaleniem, brakiem zaangażowania.

Co w takim razie naprawdę buduje zespół?

Powtarzalność małych rzeczy. Nie event, nie hasło, nie jednorazowy zryw. Tylko codzienne, czasem niewygodne wybieranie rozmowy i obecności. Raz niczego nie zmienia. Ale robione przez rok zmienia wszystko.

Piotr Cielecki – certyfikowany coach ICC, absolwent filozofii i psychologii, autor książek „Klucze do zmiany”, „Nocne Miasto” i „Zimna Noc”, ekspert Harvard Business Review oraz Tygrysów Biznesu. Specjalizuje się w budowaniu efektywnych zespołów, inteligencji emocjonalnej, redukcji stresu i wzmacnianiu kompetencji menadżerskich. Przekształca odkrycia psychologii w praktyczne narzędzia biznesowe, a jego głównym obszarem działania są mowy motywacyjne i power speeche dla biznesu.

Udostępnij:

Zadbaj
o zdrowie
i atmosferę
w Twojej
firmie