
Od benefitu do strategii. Historia „owocowych czwartków”
Jak wyglądał świat pracy, gdy powstawało Dailyfruits?
Jacek Kwiecień: Zupełnie inaczej niż dziś. Biuro było centrum pracy, praca zdalna praktycznie nie istniała, a o doświadczeniu pracownika mało kto mówił. Firmy dopiero zaczynały dostrzegać znaczenie kultury organizacyjnej.
Wasza historia zaczęła się w drodze po coś do zjedzenia?
Bartosz Krudysz: Tak. Pracowaliśmy w jednej z krakowskich firm i wyszliśmy coś zjeść. Okazało się, że w okolicy właściwie nie ma gdzie. W wielu kompleksach biurowych brakowało zaplecza gastronomicznego. Pomyśleliśmy: skoro spędzamy w pracy pół dnia, dlaczego tak trudno o zdrowe jedzenie? Naturalnym pomysłem były owoce w skrzynkach. Wychowałem się na Podkarpaciu w rodzinie prowadzącej szkółkę drzew owocowych.
Jacek: U mnie było podobnie – rodzice prowadzili gospodarstwo, a ja od młodych lat pomagałem przy pracy i sprzedaży warzyw. Skrzynki były więc oczywistym wyborem.
Pierwsze reakcje firm?
Jacek: Najczęściej pytano: „Po co owoce w biurze?”. A gdy pomysł się podobał, pojawiał się temat budżetu.
I tak powstały owocowe czwartki?
Bartosz: To był kompromis – jeden dzień dostaw w tygodniu zamiast pięciu. Nie przypuszczaliśmy, że stanie się to symbolem kultury pracy i benefitem pojawiającym się w ogłoszeniach o pracę.
Kiedy wellbeing przestał być ciekawostką?
Jacek: Gdy zaczęliśmy szybko otwierać magazyny w kolejnych miastach. Zrozumieliśmy, że to już nie lokalny projekt.
Bartosz: Przełomem był też moment, gdy przestaliśmy przekonywać HR statystykami o chorobach. Dbanie o zdrowie pracowników stało się oczywistością.
Jak reagowali pracownicy?
Jacek: W wielu firmach rano trwał wyścig po banana czy mandarynkę. Od dyrektorów po stażystów wszyscy stali w tej samej kolejce. Owoc był benefitem dla wszystkich bez względu na zajmowane stanowisko. Było coś w tym, symbolicznego.
Jak zmieniły się potrzeby firm?
Jacek: Zdrowie pracowników stało się elementem strategii.
Bartosz: Coraz rzadziej zamawia się „same owoce”. Częściej pomagamy firmom budować środowisko pracy sprzyjające energii i zdrowiu.
Pandemia była przełomem?
Jacek: To był największy test. Biura opustoszały, więc zaczęliśmy dostarczać paczki z owocami pracownikom w domach. Wtedy powstały też świąteczne paczki dla zespołów i klientów biznesowych – usługa, która została z nami do dziś.
Bartosz: To był moment, gdy zaczęliśmy myśleć szerzej – o całym środowisku pracy.
I tak powstało BetterWorkplace?
Jacek: Tak. Organizujemy wykłady o zdrowiu, konsultacje dietetyczne z analizą składu ciała, opiekę dietetyków i webinary dla zespołów.
Bartosz: Prowadzimy też Dni Zdrowia w biurach oraz wydarzenia – śniadaniowe, sałatkowe czy koktajlowe. Firmy coraz częściej chcą realnie wspierać zdrowie pracowników.
Jak dziś definiujecie biuro?
Jacek: Biuro to doświadczenie, nie obowiązek.
Bartosz: Miejsce spotkań i budowania relacji. Jeśli ktoś ma do niego przyjść, musi wiedzieć po co.
Jaką radę dalibyście liderom firm?
Bartosz: Traktujcie wellbeing pracowników jak inwestycję.
Jacek: Bo firmy przyszłości wygrają energią ludzi, a nie liczbą godzin przy biurku.
